Noc minęła nam szybko, bo udało nam się przespać. Lot nad Mauritiusem okazał się być ciekawy, gdyż przelecieliśmy nisko nad całą wyspą. Mauritius okazał się być bardzo zielony i niezbyt zaludniony. Miejscami widać większe góry, ale w większości wyspa jest dość płaska. Lotnisko jest nowoczesne, podobne do tego we Wrocławiu. Po przejściu kontroli paszportowej, oglądamy kartki, książki i pamiątki z Mauritiusu. Miejscowa kawiarnia przypomina francuskie ciastkarnie. Wypieki wyglądają niemal identycznie. Widać wpływ francuskich kolonizatorów. Opóźnieni wylatujemy do połowy zapełnionym samolotem linii Air Mauritius na Madagaskar.


Samolot linii Air Mauritius oraz wybrzeże Mauritiusa z samolotu

Po starcie widzimy ładne plaże i wysepki. Po przylocie nad Madagaskar naszym oczom ukazuje się zupełnie inny krajobraz. Ziemia jest czerwona a teren górzysty. Przez kilkadziesiąt minut lotu widzimy niewiele osad ludzkich. Nie ma też żadnych lasów. Dopiero koło stolicy widzimy więcej pól uprawnych i osad. Przejście przez wszystkie kontrole wydaje się nie mieć końca. Najpierw kontrola zdrowotna (mierzona jest temperatura każdej przylatującej osoby), następnie zakup wizy, potem kontrola paszportowa, której dokonują aż 4 osoby i trwa to w nieskończoność.


Tak wygląda wschodni Madagaskar z samolotu

Po odbiorze bagażu kupiliśmy miejscową kartę SIM i przeszliśmy przez kolejną kontrolę, tym razem bagażu, wymieniliśmy pieniądze i zorientowaliśmy się, że oficjalne okienko do zamawiania taksówek jest już zamknięte. Jedziemy jakimś prywatnym samochodem za wytargowaną cenę do hotelu (Maison Lovasoa – polecamy). Jest już ciemno, ale głodni idziemy jeszcze do pobliskiej pizzerii. Akurat trwa finał mistrzostw świata w piłce nożnej w Rosji i wszyscy wyszli oglądać finałowy mecz Francja-Chorwacja. W pizzerii wszystko jest pozajmowane, ludzie stoją w przejściu a część – której nie udało się już wejść do środka – stoi na ulicy. Uczestniczymy w ich emocjach. Na szczęście przyszliśmy na samą końcówkę meczu i po chwili wszyscy się rozeszli.