Rejs po Oceanie Indyjskim 2019

Dzień 11: Diego Suarez – Tsingy Rouge – Parc National Montagne d’Ambre, Madagaskar

Po wyjściu z portu szukamy wcześniej umówionego przewodnika. Okazuje się, że ma przekręcone imię Przemka, ale na szczęście jest to do odszyfrowania. Wsiadamy do samochodu i – jak to w Afryce – okazuje się, że zupełnie co innego wie kierowca niż myśmy się umawiali. Kończy się na renegocjacji ceny za dwa miejsca, do których chcemy się udać, gdyż według kierowcy umówiona cena dotyczy tylko jednego z nich. Na szczęście różnica nie jest na tyle duża, żebyśmy się zniechęcili.


Tsingy Rouge

Wypłacamy pieniądze z bankomatu i jedziemy do Tsingy Rouge. Droga trwa około godziny. Widać, że nasz kierowca jest doświadczony, bo po drodze mijamy wszystkie samochody 4×4 jakie wynajęła Costa. Dzięki temu docieramy na miejsce przed tłumami turystów. Jesteśmy także zdziwieni małą ceną wstępu do Tsingy Rouge. Być może wynika ona z tego, że nie ma tu tylu ścieżek do obejścia ani nie jest to park narodowy. Zatrzymujemy się w 2 miejscach: pierwsze z nich znajduje się nad kanionem i jest niczym z bajki, drugie natomiast pozwala zobaczyć skały z bliska.


Parc National Montagne d’Ambre: dżungla i najmniejszy kameleon

Całość ogrodzona jest płotem z drewna, ale widać, że tuż obok budowany jest właśnie betonowy płot. W przeciwieństwie do Tsingy de Bemaraha skały są tu pomarańczowo- czerwone i nie są tak twarde, aby można było po nich chodzić. Jedynie ich kształt pozwana na ich połączenie jedną nazwą. Po udanej wizycie w Tsingy jedziemy do parku narodowego Parc National Montagne d’Ambre, gdzie z przewodnikiem idziemy na krótki trekking do dwóch wodospadów. Po drodze spotykamy najmniejszego kameleona na świecie, który jest wielkości paznokcia i z którego słynie ten park, oglądamy wodospady, różne gatunki drzew, krzewów i ptaków, które zamieszkują park. A na parkingu widzimy jeszcze mangustę.


Wodospad i Pain du Sucre

Pod koniec pobytu zaczyna padać deszcz, z którego zresztą słynie park, gdyż jest to w zasadzie las deszczowy. Wracamy do Diego Suarez, po drodze mijają biedne wioski, drzewa pełne mango i liczi. W samym mieście jedziemy na punkt widokowy, skąd oglądamy baobaba na tle Pain du Sucre, trójkątnej wyspy w zatoce Diego Suarez. Przewodnik zabiera nas też na krótki objazd miasta. Jak na 3 największe miasto na wyspie, nie ma tu zbyt wiele do oglądania. Wracamy na statek po dniu pełnym wrażeń i atrakcji.

4 Comments

  1. Paulina

    Dzien dobry,
    Czy mogłabym prosić o kontakt do kierowcy w Diego Suarez ? Gdzie Państwo go znależli? 🙂

  2. Radek

    Witam,
    1. Za transport trzeba było zapłacić lokalna gotówką, czy można było zapłacić w $ lub €?
    2. czy to prawda, że osobno trzeba zapłacić kierowcy za paliwo?
    3. Bankomat , jest w pobliżu portu ? można wypłacić z Revoluta?
    4. Lepiej zamówić wcześniej samochód z kierowcą , czy jest taniej wynająć na miejscu? duży jest wybór na miejscu?

    • Przemek

      Witam,
      1. Płaciliśmy w lokalnej walucie.
      2. Na początku kierowca chciał dodatkowe pieniądze, bo jechaliśmy w dwa miejsca. Dostaliśmy taką informację wcześniej e-mailem od DriveMada, więc dla nas nie było problemu. To było około 20 USD więcej, więc przy 4 osobach i kosztach wycieczek na statku to nie było nic wielkiego.
      3. Blisko portu są bankomaty.
      4. Myślę, że dużo lepiej jest zamówić kierowcę wcześniej. Na miejscu będą wyższe ceny i targowanie może zająć godzinę. Poza tym nie wszyscy będę mówili po angielsku.
      Udanej podróży.

Napisz komentarz

Theme by Anders Norén